TOP

Chopard: rodzinny dryg do piękna

To firma, która od 150 lat udowadnia, że zegarek może być dziełem sztuki. Jeśli jednak sądziłaś, że najlepsze zegarki muszą mieć szwajcarskie korzenie, będziesz zaskoczona. Mimo, że Chopard od wielu lat ma główną siedzibę w Genewie, to jego genealogia jest nieco bardziej burzliwa, niż mogłoby się wydawać. Jedno jest pewne: wyroby marki to absolutna perfekcja. 

 

Szwajcarskie początki

 

Historia marki Chopard zaczyna się nietypowo – bo w dwóch różnych miejscach. Najpierw przenieśmy się do 1860 roku do Sonvilier, miasteczka położonego niedaleko Genewy. Louis-Ulysse Chopard, ambitny młody zegarmistrz, właśnie otworzył swój pierwszy warsztat. I chociaż sam pomysł nie jest wyjątkowy, bo podobnych pracowni w okolicy otwierano całkiem sporo, to właśnie Chopardowi udaje się zabłysnąć wśród licznej konkurencji. Jego kieszonkowe zegarki są jednocześnie piękne i niezawodne – ich unikalny design trafił między innymi w gust cara Mikołaja II. Niewielki warsztat Choparda szybko zyskuje uznanie, a jego nazwisko kojarzone jest z najwyższą jakością. 

 

Niemiecki akcent

 

W czasie gdy Chopard zyskuje sławę na świecie, w Niemczech swój talent szlifuje Karl Gotthilf Scheufele. Tworzy on nie tylko wyjątkowej urody zegarki, ale i równie zachwycające kolczyki, naszyjniki czy bransoletki. W jego projektach widać nie tylko zamiłowanie do pięknego detalu, ale i pomysłowość. To właśnie Scheufele wpadł na pomysł specjalnego klipsa, który umożliwił mocowanie zegarków kieszonkowych na bransolecie. Jesteśmy mu za to niezmiernie wdzięczne, bo w ten sposób spopularyzował on damskie zegarki traktowane nie tylko jako czasomierz, ale i biżuteria. I ta historia opowiada o sukcesie, chociaż marzenia Scheufele’a o otworzeniu manufaktury w Szwajcarii muszą poczekać – nad Niemcami wisi widmo wojny.

 

 

Kolejne pokolenia

 

W 1915 roku umiera Louis-Ulysse Chopard, a jego warsztat przejmują syn Paul-Louis i wnuk Paul-Andre. Są oni równie sprawnymi zegarmistrzami i biznesmenami jak Louis-Ulysse, a rodzinny interes rozkwita i zostaje przeniesiony do Genewy. Podobna historia toczy się w Niemczech, gdzie pracownia Karla Scheufele’a, Eszaha, nadal prężnie działa po śmierci założyciela, prowadzona przez syna i wnuka złotnika. To właśnie on, Karl III, spełnia marzenie dziadka i przenosi rodzinny biznes do Genewy i tym samym splata losy swojej rodziny z nazwiskiem Chopard. 

 

Mariaż dwóch rodzin

 

Scheufele doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że mimo ogromnego sukcesu w Niemczech, by rozwijać swoją markę dalej, musi ją połączyć ze szwajcarskimi legendarnymi wyrobami. Jednocześnie Paul Andre Chopard zmaga się z poważnym problemem – sam ma 70 lat, a żaden z jego synów nie jest zainteresowany rodzinnym biznesem. Postanawia więc wystawić firmę na sprzedaż, a jego oferta od razu zwraca uwagę Scheufele’a, który o pierwszym spotkaniu miał napisać:

 

– Gdy tylko odwiedziłem pracownię w Genewie i zobaczyłem pana Choparda siedzącego przy stole warsztatowym przed oknem, wiedziałem, że nasze firmy muszą się połączyć. Po zaledwie pół godzinie rozmowy wiedziałem, że to właściwy wybór.  

 

 

Rodzina ponad wszystko

 

Trzeba przyznać, że Scheufele się nie mylił – połączenie sił ze szwajcarskim warsztatem pomogło mu rozwinąć skrzydła. Jego kreatywność we wzornictwie oraz piękne projekty w stylu Art Deco tchnęły w markę Choparda nowe życie. To właśnie wtedy zaczęły powstawać linie i kolekcje, które dzisiaj są synonimem rzemiosła i sztuki na najwyższym poziomie. Wystarczy wspomnieć chociażby kolekcję Happy Diamonds – pierwsze zegarki z tej serii stworzone zostały z onyksu, który miał imitować krople wodospadu rozszczepiające światło. Do dziś charakterystyczne diamenty, „tańczące” na kopercie zegarka, to jeden z najbardziej rozpoznawalnych dla Choparda motywów. Drugie co powinnaś wiedzieć o marce, to fakt, że do dziś spoczywa ona w rękach rodziny Scheufele, czyniąc ją jedną z ostatnich tego rodzaju firm w branży. Trzeba przyznać jedno: rodzinne wartości to w tym przypadku niebywały talent do tworzenia luksusowej biżuterii i zegarków, które idealnie łączą biżuterię ze sztuką. Zobacz sama!

Podoba Ci się? Podziel się!

Copywriter kawoholik. Jako antropolog i dziennikarz z wykształcenia, nie lubi oczywistych odpowiedzi i pierwszych skojarzeń, kocha za to historie z drugim dnem. Na co dzień jest człowiekiem od zadań wszelakich w poznańskiej agencji marketingowej, a w przerwach między stukaniem w klawisze, randkuje z migawką swojego Nikona. Piastunka oplątw oraz niepoprawna psia matka.