TOP

Czerwone korale 

Jeśli zaglądasz do nas regularnie (a mamy nadzieję że tak jest!) miałaś już nie raz okazję czytać o najbardziej luksusowych markach świata, diamentach osiągających niebotyczne ceny czy drogocennych projektach wybitnych projektantów. Biżuteria to jednak coś więcej niż tylko luksusowe błyskotki. Tym razem zabierzemy Cię w podróż w rodzinne strony, byś przekonała się, że ludowizna, choć pozbawiona brylantów i złota, także ma w sobie to coś, co może ująć serce Sroki.

 

Niekwestionowanym królem jeśli idzie o biżuterię ludową w Polsce jest koral naturalny. Na wsi kochano go za przepiękny czerwony kolor oraz… rzekome właściwości magiczne. Oczywiście nie mniej istotna była tez kwestia finansowa – o ile szlachta czy mieszczanie mogli sobie pozwolić na złoto i cenne klejnoty, wśród chłopów o wiele popularniejsze były mniej szlachetne materiały. Mimo, że tańsze, traktowano je wyjątkowo różnorodnie, a wiele biżuteryjnych form stworzonych z myślą o strojach ludowych było charakterystycznych tylko dla danego regionu i dzisiaj stanowią swoistą ciekawostkę. Jedno jest pewne: koralowe naszyjniki, pierścionki czy spinki były stanowczo dodatkiem odświętnym, bo dla wielu mieszkańców wsi naturalny koral był sporym wydatkiem i przechowywano go niczym najcenniejszy skarb. By dodać sobie poważania, uboższe chłopki chętnie sięgały po imitacje (często bardzo udane), wykonane z barwionych na czerwono tworzyw sztucznych. O popularności koralu niech świadczy samo słowo „korale”, które w języku polskim możne oznaczać corallium rubarum, czyli koral naturalny, ale tez jakikolwiek naszyjnik z paciorkami.

 

Koralowy talizman 

 

Jak już wspomniałyśmy, nie tylko intensywny kolor i przystępna cena sprawiły, że koral rządził na ludowiźnie. Powszechnie wierzono, że jest to idealny materiał na talizmany. Miał świetnie radzić sobie ze złymi duchami oraz klątwami i urokami, a także być skutecznym remedium na truciznę. Wszystkie te wierzenia wynikały z tajemniczego w tamtych czasach pochodzenia koralu – niektórzy sądzili, że korale to po prostu fragmenty drzew rosnących w podwodnych, koralowych lasach, inni, że to kości fantastycznych podwodnych bestii. Owidiusz twierdził, że koral to skamieniała krew Meduzy zabitej przez Perseusza. W efekcie tych domysłów, koralom przypisywano wiele magicznych mocy w zasadzie w całej Europie. W Polsce powszechnie wierzono na przykład, że blednący naszyjnik zwiastuje chorobę właściciela. Z kolei blade ozdoby nabierające koloru były wyraźnym znakiem na poprawę samopoczucia i uzdrowienie, a obłożnie chorzy nie rozstawali się ze swoimi ozdobami nawet w nocy. Co ciekawe, zazwyczaj noszono trzy sznury korali, a bardziej zamożne chłopki mogły się pochwalić naszyjnikami z pięcioma lub nawet siedmioma sznurami – ich nieparzysta liczba miała przynosić szczęście.

 

Naszyjnik jak lokata

 

Skoro koralowa biżuteria nie tylko dodawała urody, ale i uzdrawiała, łatwo wywnioskować, że była dość pożądanym nabytkiem. Nic dziwnego, że przechodziła z pokolenia na pokolenia i zapisywano ją w testamentach. Jeśli ktoś chciał sprawić sobie zupełnie nowe korale, to za 3 czerwone sznury musiał zapłacić nawet 5 krów lub morgę gruntu (nieco ponad pół hektara). Był to też element wielu posagów oraz wyprawki panny młodej, która nosiła cenny naszyjnik dopóki nie nadszedł czas, by przekazać go córce. Jeszcze na początku XX wieku zdarzało się, że panna na wydaniu, która nie posiadała korali miała niewielkie szanse na udane zamążpójście! Dziś koral cieszy się już znacznie mniejszą popularnością, ale jeśli będziesz miała okazję na spotkanie z ludowizną, koniecznie wypatruj koralowych ozdób – możesz trafić na prawdziwe ciekawostki!

 

Naszyjnik z trzech sznurów korali prawdziwych (Corallium rubrum) / zdjęcie: www.etnomuzeum.eu/zbiory

od lewej: pierścionek kobiecy z bakfonu; spinka do kołnierza koszuli męskiej | zdjęcia: www.etnomuzeum.eu/wzornik-inspiracji


zdjęcia: www.etnomuzeum.eu

Podoba Ci się? Podziel się!

Copywriter kawoholik. Jako antropolog i dziennikarz z wykształcenia, nie lubi oczywistych odpowiedzi i pierwszych skojarzeń, kocha za to historie z drugim dnem. Na co dzień jest człowiekiem od zadań wszelakich w poznańskiej agencji marketingowej, a w przerwach między stukaniem w klawisze, randkuje z migawką swojego Nikona. Piastunka oplątw oraz niepoprawna psia matka.